wtorek, 13 maja 2014
Podroz (prawie) do wnetrza ziemi
poniedziałek, 12 maja 2014
W poszukiwaniu Misia Yogi
Wpis specjalny - Menu a`la USA
Odpowiadając na wielokrotnie powtarzane pytania i prośby czytelników, opisuję po krótce towarzyszące nam dania. W tym poście będzie oczywiście więcej zdjęć niż słów, więc trzymajcie się mocno, czytajcie z pełnym żołądkiem, i zaczynamy:
1) Podstawa, czyli stek wołowy z frytkami
2) To samo danie, ale w zdrowszej wersji - z sałatką i bułeczką
3) Zupa - w stylu amerykańskim maksymalnie gęsta i z krakersikiem
4) Bar sałatkowy - gdy chcemy zjeść coś lżejszego, bierzemy właśnie to. Ale amerykańskie sosy powodują, że danie szybko przestaje być lekkie...
5) Burger - oczywiście, najbardziej znane i popularne danie również gości na naszych talerzach!
6) Wrap - bardzo fajne danie, zwłaszcza z dodatkiem owoców (to nas akurat bardzo zaskoczyło)
7) BLT - tradycyjny amerykański "bacon, lettuce, tomato", czyli bekon, sałata, pomidor. Z dodatkiem sosu plus jak zwykle frytki to maprawfę pożywne śniadanie.
8) Omlet - tu omlety są olbrzymie, w dodatku jest do tego tost z dżemikiem i tarte ziemniaczki...
9) Spaggeti - a jak chcemy coś sami ugotować, to zazwyczaj jest to spagetti!
niedziela, 11 maja 2014
Pożegnanie Salt Lake City
W dniu dzisiejszym opóściliśmy miasto Mormonów. Zanim jednak do tego doszło wybraliśmy się na 8:30 do lokalnej katedy katolickiej.
Było to ciekawe przeżycie, chociaż może nie aż tak oryginalne jak tydzień temu. Sam kościół był, jak to Magda ujęła, "w stylu wiejskiego Baroku", czyli maksymalnie kolorowy, z lekko kiczowatymi obrazami. Ale aby być konkurencyjnym dla kolorowych świątyń Mormonów chyba taki musi być.
Po drodze do dzisiejszego noclegu (o którym będzie zagadka w kolejnym poście), najpierw pojechaliśmy nad Wielkie Jezioro Słone (od którego nazwę wzięło SLC). Rano było deszczowo ale po przyjeździe na wyspę rozpogodziło się - tylko wiało niesamowicie. Samo jezioro jest tak słone, że żyją w nim tylko 2 rodzaje organizmów.
Dodatkową atrakcją jest tzw. Wyspa Antylop, słynna z... bizonów! Tak, na tej wyspie, do której prowadzi jedna cienka droga, z początkowych 13 bizonów zrobiło się teraz około 500-700. Udało się nam 3 spotkać, ale tylko zdjęcia z teleobiektywu je uchwyciły. Chociaż widoczki na wyspie były niczego sobie:
W następnej kolejności pokusiliśmy się o odwiedzenie Golden Spike. Cóż to za miejsce? Jest to mianowicie punkt gdzie spotkały się nitki kolei: ciągniętej z zachodu (znad Pacyfiku) i ze wschodu, od strony Atlantyku. To tutaj ukończono to wielkopomne dzieło. Symbolizują je dwie lokomotywy, które, każda jadąc z przeciwnego kierunku, spotkały się właśnie tutaj.
Na powyższych zdjęciach widzimy oczywiście repliki, ale same lokomotywy faktycznie były takie kolorowe w rzeczywistości!































